Nie wiem, czy wiesz, ale hodowla Willa Taira obchodziła ostatnio swoje 26. urodziny. Z tej okazji chciałam stworzyć dla Ciebie wyjątkowy post. Wyjątkowy, bo jedyny w swoim rodzaju. Odbiegający formą i treścią od pozostałych wpisów na moim blogu. Taki na luzie i z przymrużeniem oka.

W tym poście opowiem Ci o 26 faktach na 26. urodziny hodowli Willa Taira. Baw się dobrze :)

Mój pierwszy czarny terier był totalnym spontanem. Chciałam sealyham teriera, mama kupiła mi czarnego teriera.

Na początku lat 90. rosyjska „tiurma” (tłum. „pudło/więzienie”) źle się ludziom kojarzyła. Nie chcieliśmy mieć problemów na spacerach z psem i szybko zmieniliśmy szczeniakowi imię na „Taira”.

W 1993 roku mało kto miał w Polsce dostęp do internetu i znał rasę o nazwie czarny terier. Szybko pogodziłam się z faktem, że Taira uchodziła za zapuszczonego sznaucera.

„Gdzie ten pies ma oczy?” – pytanie za milion, bez którego spacer z psem był jakiś taki dziwny. Najpierw z entuzjazmem odpowiadałam: „Na swoim miejscu”. Kilka miesięcy później, że: „W dupie”. A potem nawet to mi się znudziło i pozwalałam przechodniom puścić wodze fantazji.

Kiedy moja mama po raz pierwszy ostrzygła Tairę, powiedziałam:  „Ok, to teraz Ty wychodzisz z nią na spacer”. Kilka lat później uczyła, jak strzyc czarne teriery, hodowców z Polski i nie tylko.

Kiedy ja po raz pierwszy ostrzygłam Tairę, zastanawiałam się nad kupnem kuwety. Od razu poczułam, że to nie jest dla mnie.

Gdy planowałyśmy z mamą założenie hodowli, tata miał bardzo „niewyraźną minę”. Kilka miesięcy później zastałam go w kojcu na czworakach. Szczeniaki były nim zachwycone. Przyznam, że ja też!

Prawo jazdy zrobiłam tylko po to, żeby jeździć z psami na wystawy. Nigdy nie zgubiłam się na trasie. Ale w którą stronę mam iść, gdy wysiądę z metra? To dla mnie zawsze grubsza rozkminka.

Swoją przygodę z wystawami zaczęłam w czasach, gdy o GPS-ie jeszcze nikt w Polsce nie słyszał. Trochę brakuje mi tego klimatu jazdy w nieznane. Dziś już nie wypatruje aut z psami jadącymi na wystawę. Nie jeżdżę za psią karawaną samochodów, których kierowcy wydają się wiedzieć więcej ode mnie. A z tą wiedzą bywało różnie. Kiedyś jadąc na wystawę do Białegostoku, wpadliśmy większą grupą w odwiedziny do czyjejś ciotki. Ciotki kierowcy auta nr 1, żeby była jasność. Do dziś nie wiem, kto był bardziej zaskoczony: ciotka, pilot naszej wycieczki czy ekipa jadąca na wystawę.

Chociaż zaliczyłam ok. 200 wystaw, wciąż się denerwuję, gdy jadę na kolejną.

Nie znam rosyjskiego, ale nauczyłam się czytać imiona pisane cyrylicą.

Studiowałam prawo, ale to nie był mój wybór. Mimo to przez jakiś czas łudziłam się, że jakoś się w tym odnajdę. Praktyka w sądzie bardzo mi pomogła. Po miesiącu w wydziale upadłości wyleczyłam się z prawa na amen. Rozczarowałam tym mojego tatę, który widział mnie w roli prawnika.

Zawsze byłam grzeczną dziewczynką, ale od roku nad sobą pracuję.

Z natury jestem nieśmiała. Ale mam nadzieję, że tego nie widać.

Nie umiem gotować. Mąż już się z tym pogodził, a psom to na szczęście nie przeszkadza.

Relacje są dla mnie ważne (zarówno te ludzkie, jak i psie).

Gdy Mariusz pierwszy raz przyjechał do mojego domu, na powitanie wybiegły mu 3 czarne teriery. Pokochał je jak swoje, a potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No dobra, z tym szczęściem to różnie bywało. Szczególnie wtedy, gdy Pokusa nalała mu do łóżka, zrzygała się do buta, czy przyszła powiedzieć „dzień dobry” w niedzielę o 4. nad ranem.

Czarne koty na podłodze irytują mnie bardziej niż włosy na talerzu. Z piachem na podłodze się pogodziłam. Zaplutych luster już nie dostrzegam.

Mój syn w wypracowaniu z polskiego napisał, że nie zamierza naśladować mamy. Moja wizja przejęcia przez niego hodowli tego dnia legła w gruzach.

Kilka razy zastanawiałam się nad zmianą rasy, ale za każdym razem powielałam ten sam schemat. Pełna zapału brałam do ręki pokaźny leksykon ras i szukałam psa, który spełniłby 3 warunki: psychicznie był podobny do czarnego teriera, nie wymagał wizyt u fryzjera i podobał mi się z wyglądu. W miarę przeglądania książki zapał mi opadał, a na koniec powtarzałam sobie: „No dobra, ale przynajmniej próbowałam”.

Kiedyś pojechałam autem do Wiednia odebrać z lotniska mojego szczeniaka. Wróciłam z nim do domu, żeby na drugi dzień zrobić tę samą trasę i pokazać moje, dorosłe psy na wystawie europejskiej. Zmęczyła mnie ta wycieczka bardzo, ale maluch miał komfort, a ja spokój w sobie.

Z przychodzeniem „do mnie” bywało u moich psów różnie, ale każdy znakomicie opanował „stój” w pozycji wystawowej.

Czasem odpuszczam moim psom. Od niedawna uczę się odpuszczać sobie.

Jestem dobra w czytaniu moich psów. A moje psy doskonale czytają mnie.

Lubię dzielić się wiedzą o czarnych terierach. Aktualnie piszę e-booka: „Jak kupić czarnego teriera. Wskazówki hodowcy”.

Willa Taira to 26 lat niesamowitej przygody. To, co robi na mnie największe wrażenie to fakt, że życie z czarnym terierem dalej sprawia mi fun.

Zapamiętaj

Jeśli masz ochotę napisać do mnie o czarnym terierze, to zrób to śmiało :)

Teraz Ty

  • Daj mi znać, o czym chcesz poczytać na moim blogu.

Podaj dalej

  • Podobał Ci się tekst? Podaj go dalej. Niech Twoi znajomi też mają coś z życia ;)