Vasiliy nauczył mnie, że dobrze wyszkolony pies to niekoniecznie bezproblemowy pies. A w hodowli psów nie możesz przewidzieć wszystkiego. Ale po kolei…    

Decyzję o sprowadzeniu kolejnego samca z Rosji podjęłyśmy w 2 lata. Chciałyśmy pozyskać do hodowli psa, który pasowałby rodowodem do córek Slavnego Vitjaza. W 2000 roku na europejskiej wystawie w Poznaniu ogromne wrażenie zrobiły na nas czarne teriery Svetlany Zolotovej. Jej hodowla „s Zolotogo Grada” dopiero wkraczała na wystawowe ringi. Ladoga iz Russkoi Dinastii – suka, o świetnej anatomii i niesamowitym ruchu. Tego dnia była bezkonkurencyjna i zdobyła tytuł Zwycięzcy Europy. Udany występ zaliczyła również jej córka – Ballada s Zolotogo Grada – zdobywając Młodzieżowe Zwycięstwo Europy. Ta młoda, świetnie zapowiadająca się suka również zwróciła nasza uwagę.

Svetlanę poznałyśmy z mamą dwa lata wcześniej, gdy przyjechała do Polski na krycie ze swoim samcem – Bartem Barby s Bronnich. Pies był w świetnej kondycji. Prezentował się równie imponująco, jak na zdjęciach, które miałyśmy okazję oglądać w rosyjskich biuletynach. Po obejrzeniu Barta w statyce byłyśmy nim zachwycone, ale gdy pokazał swój ruch, ugięły się pod nami kolana. Największe wrażenie zrobiło na nas to, że pies o mocnej budowie porusza się bardzo dynamicznie, ale z dużą gracją. Naszym psom wyraźnie tego wówczas brakowało. Polskie psy były wtedy z grubsza w dwóch typach. Mieliśmy potężne w budowie molosy lub eleganckie w ruchu teriery. Bart był dla nas dowodem, że można mieć dwa w jednym. I to jakim pięknym dowodem.

Zauroczone psami Svetlany postanowiłyśmy kupić szczenię z jej hodowli. Wybrałyśmy miot, który miał w swoim rodowodzie: Ladogę, Barta i Balladę. Ojcem szczeniąt był Ledogor iz Russkoi Dinastii, pies z tej samej hodowli, co nasz Slavny Vitjaz. Sasza spełnił nasze oczekiwania w 100%, stąd decyzja by stawiać na tę właśnie linię.

4.07.2001 roku urodził się nasz Igrun Vasiliy. Imię okazało się prorocze. Igrun to po rosyjsku: figlarz. Taki też był nasz pies, pieszczotliwie zwany w domu Vasiem. Był wesoły, pewny siebie i szalenie inteligentny. Szybko zorientowałam się, że jest typem psa, który ”nie zginie w życiu”. Chciało mu się pić, szczekał pod drzwiami łazienki. Chciało mu się jeść, szczekał nad miską. Chciał się bawić, szczekał. Coś mu nie pasowało, szczekał. Od małego trzymał nas dość krótko i jasno dawał do zrozumienia, o co mu chodzi. Był przeuroczą szelmą, która wiedziała, jak załagodzić sytuację, gdy nabroił. Ulubieniec mamy, z którą rozumieli się bez słów.

Sprowadzenie Vasiliya do Polski było dla nas dużo prostsze niż w przypadku Slavnego. Hodowla „Willa Taira” działała na rynku już 6 lat. Nasze psy z powodzeniem pokazywały się na wystawach rangi krajowej, światowej i europejskiej. Dla rosyjskiego hodowcy nie było bez znaczenia, że poprzedni pies zakupiony w znanej rosyjskiej hodowli był przez nas dobrze promowany i zawsze w dobrej kondycji prezentowany na wystawach.

Vaśka od małego układałam pod kątem wystaw. Jako że był inteligentnym łasuchem, szybko zrozumiał co zrobić, by dostać w nagrodę smakołyk. Moje 3-miesięczne szczenię wystawiało się jak zahipnotyzowane. Wystarczyło pokazać mu coś pysznego przed nosem i motywacja była na 200%. Potrafił się wystawiać lepiej niż nie jeden dorosły pies. Debiut wystawowy zaliczył w wieku 4 miesięcy na wystawie europejskiej czarnych terierów w Bratysławie. Wrócił z cudnym pucharem i wydawało się, że kolejne tytuły będą tylko kwestią czasu, a jednak…

Kolejne wystawy Vasiliya były dla mnie dużym źródłem stresu. Każda prezentacja w ringu przebiegała według tego samego scenariusza. Wchodzimy na ring. Pies prezentuje się grzecznie w statyce. Bez problemu pokazuje zęby i daje się obadać sędziemu. Wszystko pięknie do momentu… zademonstrowania psa w ruchu. Wówczas w Igruna wstępował “diabeł” i pies szczekał jak opętany. Nie wyglądało to na wyraz złości czy agresji, a wręcz przeciwnie na wyraz ekscytacji. Gdy pies biegł, szczekał. Gdy się zatrzymywał, milkł. Oprócz szczekania nie można mu było nic zarzucić. Biegł poprawnie. No, może czasem zdarzyło mi się podskoczyć radośnie ze dwa razy. Sędziowie reagowali na ten jego teatrzyk różnie. Jedni się uśmiechali pod nosem, inni patrzyli z politowaniem. Co jakiś czas padała uwaga, że warto by było psa nieco wychować. Z pokorą przyjmowałam wszystkie uwagi. Kto by uwierzył w moje zapewnienia, że ćwiczę z psem regularnie. Na treningach pies zachowywał się jak anioł. Na wystawie, gdy ćwiczyliśmy bieganie przed rozpoczęciem sędziowania w ringu, Vasiek był wzorem cnót. Przychodziło do oceny w ringu… PORAŻKA !! Wszystko, co miał wyćwiczone, szło w las. Czułam się jak na filmie „Doktor Jakyl i Mr Hide”. Nic na niego nie działało: prośby, groźby, smakołyki, zabawki. Zero reakcji. Był jak nakręcony. Po jednej z wystaw, gdzie wyjątkowo dał mi popalić, powiedziałam dość. 

Tradycyjne metody szkolenia nie sprawdziły się. Mimo regularnych treningów efektów nie było. Była za to frustracja, z czasem coraz większa. Miałam pięknego samca, z którym nie mogłam jeździć na wystawy. A jedyne co słyszałam wokół to po prostu wpie… mu. Przemoc wobec psa nigdy nie była dla mnie rozwiązaniem. Wtedy stanęłam przed ścianą i zrezygnowałam z wystaw.

Dziś umiałabym spojrzeć na tę sytuację szerzej. Popracować z psem inaczej. Dziś wiem już, że przygotowanie psa do wystawy to nie tylko opanowanie sekwencji ćwiczeń, które pies musi potem wykonać w ringu. To nie tylko przyzwyczajenie psa do hałasu i obecności obcych ludzi. Jeśli Twój pies i Ty nie jesteście mentalnie gotowi, żeby pokazać się na wystawie, to cała reszta na niewiele się przyda. 

FOTKA + tytuły + rodowód na stronie zew. + wyniki badań

Igrun został ojcem 23 miotów. Jego dzieci mieszkały w Europie i USA. W hodowli „Willa Taira” urodziły się po nim 4 mioty. Jego potomstwo satysfakcjonowało nas zarówno pod względem anatomii, jak i psychiki. W hodowli zostały dwie jego córki: Nevada (u Tomka) i Temida (u Edyty). Kolejna dziewczynka miała być dla mnie. Niestety los chciał inaczej. Miot „T” był ostatni w życiu Vasia, który niespodziewanie odszedł od nas. 

Objawy choroby pojawiły się dosłownie w ciągu kilku godzin i ścięły go z łap. Po południu pies był zdrowy, a wieczorem dostał całkowitego paraliżu i wysokiej gorączki. Nie było z nim żadnego kontaktu. Natychmiast zanieśliśmy go do weterynarza. Diagnoza brzmiała: zwyrodnienie kręgów szyjnych. Ucisk kręgów powodował paraliż i blokował krążenie. Co z kolei powodowało niedotlenienie mózgu i otępienie psa. Jego stan wydawał się beznadziejny, ale walczyliśmy do końca. Ku naszemu zaskoczeniu dość szybko nastąpiła poprawa. Pies stanął na łapy i odzyskał apetyt. Na spacerach dzielnie sobie radził. Niestety nasza radość okazała się przedwczesna. Po dwóch tygodniach nastąpił nawrót dolegliwości. Paraliż stopniowo powracał, a pies zupełnie stracił apetyt. Z dnia na dzień jego stan się pogarszał. Podawaliśmy coraz silniejsze dawki leków, ale nie było widać poprawy. Pies przestał wstawać. Nawet przy naszej pomocy nie był w stanie utrzymać się na łapach. Załatwiał się pod siebie i wyraźnie cierpiał. Mimo to czekaliśmy na jakiś mały cud. Po kilku dniach było jasne, że nic więcej nie jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Trzeba było „podjąć decyzję ostateczną”, by oszczędzić mu dalszego bólu. W sobotę rano miałam się z nim pożegnać. Nie zdążyłam. Odszedł w nocy. Przed śmiercią wstał o własnych siłach i przyszedł się przytulić do mojego taty. Odszedł na jego rękach…

“Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o Twoich planach na przyszłość.” Ten cytat z Woodiego Allena idealnie podsumowuje codzienność hodowcy. Dlatego jeśli chcesz osiągnąć sukces w hodowli, musisz mieć plan. Plan A. plan B, a czasem nawet i C. 

Opowiedzieć Ci o moim planie B?